Premier Izraela Icchak Szamir powiedział, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. W Polsce wywołało to wielkie oburzenie. Tak naprawdę były dwa rodzaje oburzonych. Pierwsi to ci, który autentycznie nie są antysemitami. Oni czuli się skrzywdzeni tą wypowiedzią, ponieważ była nieprawdziwa. Drudzy – nie są we własnym mniemaniu antysemitami, nigdy nie uderzyli Żyda, nie mazali gwiazd Dawida wiszących na szubienicy na przystankach i murach, „nie zabili żadnego Żyda”, a jedynie, kiedy mowa jest o Żydach, używają słowa „ale”: „ja nie jestem antysemitą ale…”, „Żydzi Pana Jezusa ukrzyżowali”, „Żydzi przed wojną oszukiwali w sklepikach”, „Żydzi rwą się do władzy”, „Żydzi są wszędzie, w teatrach w filmie, w UB”, „Żydzi są pazerni na pieniądze”; ci ludzie są „wielkimi patriotami”, katolikami, prawymi ludźmi, którzy nie piją, nie palą i nie kradną, ale Żydów nie lubią. Żydzi ich drażnią tym „obnoszeniem się” z Holokaustem, wieczną krzywdą, przypisywaniem sobie „największego cierpienia na świecie”.

Uważam, że Polska nigdy nie stanie się normalnym krajem, zdrowym członkiem współczesnej rodziny narodów, krajów świata, dopóki nie rozliczy się ze swoją pamięcią i udziałem w mordowaniu Żydów. 

Większość Polaków to chrześcijanie-katolicy. Warunki sakramentu pokuty mówią, że pokuta polega na:

– wykonaniu rachunku sumienia,

– szczerym żalu za grzechy,

– szczerej spowiedzi,

– zadośćuczynieniu Panu Bogu i ludziom.

Czy w sprawie Żydów i udziału Polaków w ich mordowaniu Polacy zrobili rzetelny rachunek sumienia? 

Holokaust miał miejsce na ziemiach polskich. Polacy byli więc jego świadkami. Po akcji „Reinhard”, nazwanej tak na cześć Reinharda Heydricha zabitego przez czeskich cichociemnych, kilka procent polskich Żydów (około 10 proc.) uciekło z gett i starało się ratować, ukrywając się po lasach, w mieszkaniach miejskich, ziemiankach, zabudowaniach gospodarskich, piwnicach i strychach. Jednak polowanie na nich było zjawiskiem stałym i powszechnym. Brali w tym polowaniu udział członkowie tak zwanej granatowej policji, której komendantem był Polak; brali udział członkowie Ochotniczych Straży Pożarnych (Polacy); brali udział polscy członkowie służb pomocniczych, takich jak Służba Pracy; brali udział członkowie różnych lokalnych milicji; brali udział zwykli ludzie, wiejscy sołtysi, wyrostki, dorośli i dzieci.

Polacy dokonywali na masową skalę pogromów, że wspomnę tylko o tak zwanym łomżyńskim lecie 1941, kiedy to na Podlasiu odbyło się około 120 pogromów z najbardziej znanym spaleniem ludzi w stodole w Jedwabnem.

Ale niemal takie same pogromy odbyły się w Kolnie, Goniądzu, Jasionówce, Radziłowie, Osowcu, Grajewie, samej Łomży oraz dziesiątkach innych miasteczek i wsi. Polacy zabijali Żydów okutymi drągami, kosami, toporami i siekierami, bronią myśliwską i obrzynami używanymi do kłusownictwa, palili żywych ludzi w stodołach, wcześniej mocno pobitych, używając nafty, by lepiej się stodoły z ludźmi paliły.

Bezpośrednio po pogromach zajmowali domki żydowskie, wynosili talerze i pierzyny, meble i ubrania. Tysiące szmalcowników wydawało ukrywających się Żydów Niemcom, wiedząc, jaki czeka ich los, tysiące szantażowało ich, kierując się haniebnymi i najniższymi motywami brudnego zysku.

Polacy z dumą chwalą się swoimi Sprawiedliwymi. Ale ilu ich było w Jedwabnem, Grajewie czy Radziłowie? Ilu mieszkańców tych miast protestowało przeciw mordowaniu swoich sąsiadów? Bali się? A jeśli się bali to kogo? Polaków sąsiadów czy Niemców?

No i dlaczego boją się teraz ich wnuki? Niemców już dawno nie ma. Bali się Polacy – bohaterowie, najlepsi żołnierze na świecie, najlepsi piloci, którzy potrafią latać nawet na drzwiach od stodoły, jak twierdził jeden z prezydentów. Ilu księży z ambon potępiło te bandyckie mordy, ilu nawoływało do spokoju? Ilu przytoczyło przykazanie: „Nie zabijaj!”.

Większość Polaków, nawet jeśli nie brała czynnego udziału z drągami i siekierami w rękach w mordowaniu swoich współobywateli i sąsiadów, milczała. Wielu z nich, „ze względów estetycznych” – bo krew na ścianach, ulicach, placach i chodnikach, porozbijane głowy, zmasakrowane ciała, rozprute brzuchy, trupy dzieci – zdegustowanych formą rozprawy z Żydami, jednak cieszyło się z „rozwiązania kwestii żydowskiej”.

Cieszyli się, że tych śmierdzących czosnkiem, porywających chrześcijańskich chłopców na macę, oszukujących w sklepikach lichwiarzy, chałaciarzy, morderców Pana Jezusa wreszcie w Polsce nie będzie.

Wojna się skończyła, Niemców nie było, ale nienawiść do Żydów pozostała. A kto mordował Żydów w Kielcach, Krakowie? Sami masowo popełniali samobójstwa w Kielcach? A co się działo w Marcu 1968 r.? Jaką odezwę wydał wtedy Episkopat Polski pod przywództwem wynoszonego aktualnie na ołtarze Kardynała Augusta Hlonda?

Jak zareagował na mordy biskup kielecki Kaczmarek? Jak odnieśli się hierarchowie polskiego kościoła do Biskupa Częstochowskiego Teodora Kubiny, który mord kielecki potępił, morderców nazwał motłochem, a ich wiarę w toczenie chrześcijańskiej krwi na macę zabobonem?

Otóż Biskup Kubina został przywołany przez Episkopat Polski do porządku i zganiony. Czy Polacy przetrawili swój antysemityzm i swój udział w mordowaniu Żydów w czasie wojny? Czy polski Kościół dokonał rachunku sumienia? Dlaczego na uroczystościach w Jedwabnem nie było przedstawicieli Episkopatu? Spalenie ludzi (bo Żydzi to jednak są ludzie, co niestety i z prawdziwym bólem muszę w Polsce podkreślić i przypomnieć) według Episkopatu nie było grzechem? Nie było wcieleniem zła?

Trzeba było kilkunastu lat, by w Jedwabnem pojawił się pierwszy polski hierarcha, biskup Markowski. Czy Polacy przetrawili swoje zbrodnie, skoro polski premier, mówiący po angielsku i „źle tłumaczony przez tłumaczy”, wygaduje brednie na arenie międzynarodowej o Żydach-współsprawcach Holokaustu i składa kwiaty na grobach morderców z Brygady Świętokrzyskiej?

A co z tak zwanymi akcjami pociągowymi, urządzanymi przez tak zwanych żołnierzy niezłomnych, w tym żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, którzy tak przy okazji współpracowali z Gestapo w niszczeniu partyzantki, którą uznawali za komunistyczną?

Czyli faszyści byli jeszcze dla Brygady Świętokrzyskiej do przyjęcia a komuniści to już nie. Czyli ci (Niemcy), co według narodowców – patriotów – nacjonalistów – bezmózgowców – kiboli zorganizowali Holokaust byli jednak lepsi od komunistów. Bo Brygada Świętokrzyska z Niemcami w wielu przypadkach współpracowała, wymieniała się informacjami wywiadowczymi na temat AL.

Jeśli Polacy nie wyssali antysemityzmu z mlekiem matek, to skąd nienawiść do Jana Grossa, profesora Grabowskiego, profesor Engelking, Marka Edelmana, Bronisława Geremka, Adama Michnika i setek innych? Skąd nienawiść do ich książek? Dlaczego Polacy nie czytają „Miast Śmierci” Mirosława Tryczyka, nie czytają „Młynów Bożych” Jacka Leociaka, nie znają „Pod Klątwą” Joanny Tokarskiej-Bakir?

Dlaczego to nie są lektury szkolne? Mają czytać o Panu Wołodyjowskim, Kmicicu i o Zbyszku z Bogdańca, ale o własnej nikczemności to nie? To jest walka z polityką wstydu czy nikczemność i głupota?

Patryk Jaki myśli(?), że jeśli za mówienie o mordowaniu czy współudziale w mordowaniu Żydów będą trzy lata więzienia i ludzie nie będą mówili, bo będą się bali, to oznacza, że Polacy nie mordowali Żydów. Patryk Jaki się myli, zresztą jak we wszystkim.

Czy będą w kodeksie karnym trzy lata więzienia, czy ich nie będzie, udział Polaków w Holokauście pozostaje faktem, brak rozliczenia się z tym pozostaje plamą na honorze nas wszystkich, ostatnich staruszków – świadków, ich dzieci i ich wnuków.

I nie chodzi tylko o opinię o Polsce w świecie. Nie chodzi o obraz prowincji, zaścianka, antysemityzmu, homofobii, populizmu i ciemnoty. Problem będziemy mieli wewnątrz, w Polsce. Bo niczego nie jest zdolny stworzyć naród niezdolny do rozliczenia się z własną nikczemnością, małością.

 Maciej Michalik, Prof. UWM w Olsztynie