Czytasz ten artykuł, bo jesteś prenumeratorem Wyborczej. Dziękujemy!

Mówią, że ideę konstytucji najlepiej oddaje grecki mit o wyspie syren. Wszyscy go znamy: Odyseusz wracający z wojny trojańskiej chce przechytrzyć los i bezpiecznie posłuchać śpiewu pół kobiet, pół zwierząt, które wabiły żeglarzy, by ich ostatecznie pożreć, a okrętowi pozwolić rozbić się na skałach. Każe przywiązać się do masztu, towarzyszom żeglarzom zalepić uszy woskiem i nie reagować na jego rozkazy, kiedy straci rozum. Plan się udaje: Odys słucha śpiewu, ogarnia go szaleństwo, krzyczy, żeby go odwiązać, aby mógł skoczyć w toń i dopłynąć do wyspy, żeglarze pozostają głusi na te krzyki, okręt przepływa obok wyspy i bezpiecznie zmierza w kierunku Itaki.

Samoograniczenie władzy

W tej opowieści Odyseusz symbolizuje władzę państwową – jest kapitanem, ma prawo wydawać swoim ludziom rozkazy. Okręt, którym dowodzi, symbolizuje państwo. Tym okrętem państwem władza ma rozumnie i bezpiecznie kierować. W momencie pełnej racjonalności Odys władca decyduje się ograniczyć swoją władzę na przyszłość.

Tym ograniczeniem jest decyzja o przywiązaniu się do masztu, która oznacza poddanie się prawu, którego nawet władca nie może zmienić. Lina oplatająca ciało Odyseusza symbolizuje to najwyższe prawo – konstytucję. Żeglarze symbolizują sędziów, których zadanie polega na pilnowaniu, aby ograniczenia, które władca sam na siebie nałożył, nie uległy poluzowaniu. Ceną, którą przyszłoby zapłacić za poluzowanie więzów, jest przecież katastrofa – oszalały kapitan może doprowadzić do zniszczenia okrętu państwa.

Są jeszcze dwa ważne symbole w tej opowieści. Śpiew symbolizuje populistyczne pokusy, na które każda rządząca większość jest narażona: pokusę rozrzutności finansowej, gdy spada społeczne poparcie, pokusę zaatakowania mniejszości, którą można przedstawić jako kozła ofiarnego – przyczynę kryzysu – czy wreszcie psychopatyczną pokusę nieograniczonej władzy. Realizacja każdej z tych pokus może doprowadzić do tragedii.

Wosk chroniący uszy żeglarzy symbolizuje sędziowską niezależność. Najgłośniejszy krzyk oszalałej władzy ma nie mieć wpływu na to, co robią sędziowie. Gdyby bowiem posłuchali tego, czego w chwili szaleństwa chce od nich władca, cały mądry plan konstytucyjnego samoograniczenia się władzy poszedłby na marne.

Pokusa władzy

Władza kierująca okrętem, któremu na imię Polska, niewątpliwie oszalała. Od ponad dwóch lat wrzeszczy, szczególnie w czasie przemówień Głównego Kapitana, że mandat demokratyczny otrzymany w zwyczajnych wyborach pozwala jej na wszystko. Konstytucję będącą ograniczeniem jej działań albo deprecjonuje, albo interpretuje w taki sposób, żeby żadnym realnym ograniczeniem nie była.

Co jest przyczyną tego szaleństwa? Pokusa pełnej, przez nikogo niekontrolowanej władzy. Pokusa, która wymaga likwidacji systemu równoważenia się władz i powrotu do idei jednolitej władzy państwowej, znanej – o ironio – z komunistycznej konstytucji PRL.

W tym celu władca Odys sprawdza uszy sędziom żeglarzom, aby mieć pewność, że na pewno słyszą, co do nich mówi, i że na pewno poddadzą się krzykowi, który do nich za moment skieruje. Sprawdzaniem uszu zajmują się Krystyna Pawłowicz i Krajowa Rada Sądownictwa: ten tylko zostaje sędzią, kto poprawnie odpowie na pytanie pani Pawłowicz: „Kto jest obecnie pierwszym prezesem Sądu Najwyższego?”.

Odpowiedź niezgodna z narracją władzy, będąca dowodem niezależnego myślenia, dyskwalifikuje kandydata. Nie o to przecież chodzi, aby dbał o interes państwa. Ma po prostu potulnie pośpieszyć z pomocą, gdy władza zechce wygramolić się z więzów konstytucji, by lotem koszącym skoczyć sobie na główkę.

Kraków, ul . Przy Rondzie, 19 lipca. Manifestacja w obronie Sądu Najwyższego przed budynkiem sądu okręgowegoKraków, ul . Przy Rondzie, 19 lipca. Manifestacja w obronie Sądu Najwyższego przed budynkiem sądu okręgowego Fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta

Większość nie szlachtuje nikogo maczetą

Ludzie rządzący Polską gardzą podziałem władzy, bo chcą władzy absolutnej. W swojej ignorancji albo arogancji odrzucają mądrość, którą ludzkość boleśnie przyswoiła w ostatnich dwóch wiekach: każda władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie. Doświadczenia totalitaryzmów nauczyły nas, że jedynym sensownym sposobem zarządzania państwem jest kontrolowanie decyzji większości przez wcześniej uchwaloną w specjalnej procedurze konstytucję oraz przez ustanowienie silnego, niezależnego sądownictwa, które pilnuje, aby większość tej konstytucji nie naruszała. Konstytucja, jak wskazał Robert H. Jackson, jest dokładnie po to, aby pewne kwestie wynieść ponad spór polityczny, aby „umieścić je poza zasięgiem większości”.

Dlatego w konstytucyjnym układzie „kontroli i równowagi” (checks and balances) sędziowie, jak wskazuje John Hart Ely, reprezentują interes aktualnej mniejszości, której w danym cyklu wyborczym nie reprezentuje parlament. Gdy przy władzy są liberałowie, sędziowie bronią interesów obywateli o poglądach prawicowych; gdy następnie sytuacja się odwraca, sędziowie chronią obywateli o poglądach liberalnych przed nadużyciami prawicy. Dlaczego tak robią? Bo, jak twierdzi Ely, autor książki „Demokracja i nieufność”, większości nie można ufać.

Dlatego klasyczny, Monteskiuszowski podział władzy uzupełniliśmy w wieku XX systemem kontroli i równowagi. Dlatego też, kiedy ktoś twierdzi, że najlepszym gwarantem dobrostanu obywateli jest demokratyczna większość, natychmiast myślimy o dobrostanie, który mniejszości Tutsi zgotowała większość Hutu.

I naprawdę nie ma znaczenia to, że obecna większość nie szlachtuje nikogo maczetą, że nie strzela do ludzi i nie zamyka ich w obozach koncentracyjnych. Przejście od pełnej racjonalności władzy do odmętów szaleństwa zazwyczaj odbywa się po równi pochyłej i nigdy nie jest wcześniej anonsowane. Destrukcja instytucji broniących państwa prawa, takich jak Trybunał Konstytucyjny czy obecnie Sąd Najwyższy, jest zawsze pierwszym krokiem na takiej równi.

Ul. Wiejska, 18 lipca. 'Wiec na zakazanej ziemi ' - aktywiści Obywateli RP, Komitetu Obrony Demokracji i Strajku Kobiet próbowali wejść w asyście parlamentarzystów opozycji  na teren Sejmu, protestując przeciwko przejmowaniu przez władzę Sądu NajwyższegoUl. Wiejska, 18 lipca. 'Wiec na zakazanej ziemi ' - aktywiści Obywateli RP, Komitetu Obrony Demokracji i Strajku Kobiet próbowali wejść w asyście parlamentarzystów opozycji  na teren Sejmu, protestując przeciwko przejmowaniu przez władzę Sądu Najwyższego Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Populista gorszy od Kaczyńskiego

Być może Jarosław Kaczyński nie jest szaleńcem słyszącym piękne, wabiące głosy. Ale puśćmy wodze fantazji i pomyślmy, kto będzie na jego miejscu w 2023 roku.

Co się stanie, jeśli w 2019 r. wybory wygra słaba koalicja PO-PSL-SLD-Nowoczesna, która ze względu na różnice programowe nie będzie w stanie efektywnie zarządzać krajem? Co się stanie, jeśli w tę koalicję w środku jej rządów uderzy bolesny kryzys gospodarczy spowodowany dzisiejszą rozrzutnością socjalną i dzisiejszym zniechęcaniem zagranicznych inwestorów poprzez destabilizowanie prawa?

Co się stanie, jeśli zmniejszenie funduszy europejskich, spowodowane dzisiejszym naruszaniem praworządności, da asumpt do jeszcze bardziej wrogich wystąpień antyunijnych? Co się stanie, jeśli Polska, zamiast wzmacniać sojusz europejski, będzie nadal go osłabiać, naiwnie wierząc, że w razie problemów ochroni nas wujek Trump, który najwyraźniej bardziej szanuje Putina niż swój własny kraj?

Nie, Rosja nie zaatakuje nas w 2023 r. i nie musimy nikogo straszyć Putinem. Ale jeśli sytuacja gospodarcza istotnie się pogorszy, jeśli zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski się zwiększy, jeśli ogarnie nas chaos – w 2023 r. wybory wygra populista, na którego widok będziemy wspominać Kaczyńskiego z rozrzewnieniem. A instytucji, które mogłyby go kontrolować, nie będzie, bo w ciągu ostatnich dwóch i pół roku zostały zlikwidowane.

Będzie za to wiele wygodnych precedensów, jak np. prawo premiera do nieakceptowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Bardzo chciałbym zobaczyć minę Beaty Szydło, gdy w 2025 r. nasz megapopulista nie uzna wyroku TK delegalizującego jego partię za realizowanie celów niezgodnych z konstytucją i powołującego się na chwytliwą frazę PiS o wyrokach sądu konstytucyjnego jako opiniach wydanych przy kawie i ciasteczkach. Nie będzie nam wtedy do śmiechu.

Straż marszałkowska zaczęła rewidować bagażniki posłów opozycji, bo posłanka Joanna Schmidt w taki sposób przemyciła Obywateli RP na teren parlamentu, 19 lipcaStraż marszałkowska zaczęła rewidować bagażniki posłów opozycji, bo posłanka Joanna Schmidt w taki sposób przemyciła Obywateli RP na teren parlamentu, 19 lipca Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Fundamenty państwa prawa

Państwo prawa buduje się jak domek z kart, którego niższe piętra z czasem zamieniają się w skałę. Ale jeśli ktoś, jak Polacy, buduje to państwo krótko, jedynie przez 30 lat, to państwo prawa nie ma trwałych fundamentów. Szaleństwo obecnej władzy nie polega na chęci bezpośredniego doprowadzenia Polski do katastrofy czy zaatakowania którejś z mniejszości. Szaleństwo polskiego Odyseusza polega na podcinaniu liny, którą jest przywiązany do masztu, i wymienianiu żeglarzy na takich, którzy w godzinie próby będą zbyt potulni, żeby powstrzymać go przed chęcią rozbicia okrętu na skałach.

Szaleństwo to polega na niezrozumieniu, że prawdziwa wyspa syren dopiero majaczy na horyzoncie. Tymczasem władza już się wyrywa z konstytucyjnych więzów, by w jej mniemaniu być lepiej przygotowana na spotkanie z nieznanym.

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl